Cześć druga.

niedziela, 21 października 2012

Rozdział 2.



Czerwiec 2012 roku.
Przed tygodniem kurier przyniósł mi list. Nie małe zdziwienie mnie ogarnęło, gdy znalazłam w nim bilet do Japonii.  Dobrze, że skończyła się szkoła i mogłam spokojnie wsiąść w samolot i dopingować na żywo mojego faceta.
Rodzice się ucieszyli, że wyjeżdżam. Kurde nadal myślę, że nie za bardzo mnie kochają. Bo bardziej się cieszę z moich wyjazdów niż z moich pobytów w domu. No cóż, rodziców się nie wybiera. Dali mi dość sporo pieniędzy i spakowana udałam się 31 maja na lotnisko.  Odprawa w Poznaniu przebiegła bez problemu, podróż minęła szybko.  Czekałam niecałą godzinę w Warszawie i ruszyłam w stronę kolejnej odprawy. Położyłam torbę na taśmie i uśmiechnęłam się do pracownika lotniska. On jednak miłej miny nie miał.
- Co to za przedmiot? – zapytał wskazując palcem na ekranie na moją różdżkę.
- yyy. – byłam przerażona, a co jeśli uznają mnie za jakiegoś terrorystę? – To stópka od ramki. – wybąknęłam szybko i uśmiechnęłam się.
- Trochę duża, ale proszę, może zabrać pani torbę. Życzę miłego lotu.  
 Grzecznie podziękowałam i ruszyłam w stronę wejścia na pokład. Dopiero gdy usiadłam w fotelu odetchnęłam z ulgą. Czekała mnie długa podróż i nie chciałam spać. Zabrałam laptopa, książkę, a i tak sen zmorzył mnie po godzinie. Starsza pani, która siedziała obok mnie przykryła mnie kocem i tak w błogich warunkach przespałam 4 godziny. Gdy otworzyłam oczy akurat załapałam się na obiad i kawę.  Obejrzałam jedną z nudnych komedii romantycznych, które tak uwielbia Zośka i ponudziłam się grając w Simsy. Nie zauważyłam nawet jak szybko minął czas i stewardessa poprosiła o zapięcie pasów. Wylądowałam w Tokio i tym razem bez żadnych problemów opuściłam lotnisko. Złapałam taksówkę i podałam kierowcy adres hotelu w którym miałam się zatrzymać. Po 20 minutach byłam już na miejscu i po odebraniu pokojowej karty wygodnie rozłożyłam się na wielki łóżku. Rozpakowałam kopertę jaką dała mi recepcjonistka, a znalazłam w niej bilety na siedem meczy. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ten z datą 1.06. Dochodziła już 1 w nocy więc wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam do łóżka.
Obudziłam się dość wcześnie. Bałam się zmiany strefy czasowej, ale chyba 7 rano to nie tragedia. Poleżałam w gorącej wodzie, sprawdziłam co się dzieje w świecie i udałam się na zwiedzanie japońskiej stolicy. I nie żartuje, byłam w ciężkim szoku. Jednak ta elektronika, wielkie budynki i tłok przerażały szarego europejczyka. Jedyne co zachwyciło mnie pozytywnie to historyczne budynki, a szczególnie Pałac Carski. Zwiedzanie zakończyłam szybkim sushi. Nie zauważyłam kiedy minęło tyle czasu i była już 18. Nie wiedząc gdzie jestem musiałam użyć magii. Weszłam do toalety i w myślach mówiąc adres hali teleportowałam się tam. Wylądowałam na czymś twardym. Nie mogłam wstać lecz zbliżające się głosy zmobilizowały mnie po mimo okropnego bólu nogi. Ruszyłam w kierunku hali. Weszłam bez problemu i usiadłam na wyznaczonym miejscu. Niby mecz z gospodarzami, a nie było dużo kibiców. Usiadłam przy bandach reklamowych i obserwowałam rozpoczynający się mecz.  
Alek przejęty grą nie zauważył mnie stojącej z serbską flagą. Dopiero gdy po wygranym pierwszym secie przechodził na drugą stronę boiska zauważył swoją malutką dziewczynę i zaśmiał się. Nie zauważyłam nawet, gdy było już po meczu i zostałam wyściskana i wycałowana. Ahhh jak mi tego brakowało. 

Wiem, wiem późno dodaję, ale liczą się chęci :) Będą rzadko, stwierdzam na wstępie. I będą dłuższe i będą jeżeli najdzie mnie wena. Jednak liceum to nie przelewki ;/ 
Komentarz nie gryzie, a motywuje :) 
Pozdrawiam serdecznie ze spowitego mgłą po mimo godziny 13 Poznania.
Autorka :)

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 1.



Stoję, słyszę swój ciężki oddech jak po długim biegu. Ciepła krew spoczęła na mojej twarzy, a ja nie wzruszona patrzę w dal. Nie okazuje żadnych emocji. Zrobiłam coś, czego nikt się nie spodziewał. Patrzę na leżące 10 metrów ode mnie ciało. Nie przeraża mnie, nie obrzydza. Wywołuje jedynie dziką satysfakcję i dopiero pojmuję, że stało się coś czego pragnęła babcia.  Jednak chyba nie w takiej formie. Zamykam zmęczone brakiem snu oczy. Przenoszę się w czasie o pół roku. Już wtedy szykowałam się do wojny, lecz muszę sobie przypomnieć wszystkie szczegóły.

AAA wróciłam!!! Cieszy się ktoś?
Po raz kolejny piszę jak w szkole? Bo moje klasa jest tak świetna i mi się tak podoba w mojej nowej szkole, że nie umiem tego opisać :D I w ogóle dużo pozytywnych rzeczy w moim życiu :) A to jedna z nich ...

Komentarze jak zawsze mile widziane :)
Buziaki :*

Autorka.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Słowem wstępu.

Ptaszki świergocą, że Anastazja do nas wraca??? Tak!!!!!!

Mam nadzieję, że nie zniechęcę was zmianą bloga, ale jest tu prawie jak na onecie:
1. adres różni się tylko końcówką :)
2. Szablon jest taki sam. 
3. Układ bloga również. 

Więc mam nadzieję, że czytać będziecie równie ochoczo jak przedtem. Zmieniam się jako pisarka, a wąskie grono moich fanów :) powoli się powiększa. Nie piszę dla rozgłosu, lecz dla Was, dla dziewczyn, które jak ja łączą swoje pasje, niby tak różne. I każdy, nawet krótki komentarz motywuje do pisania, więc nie zapominajcie o nim.

Do zobaczenie wkrótce:)
bebela